2010
03.03
Resztę drogi przebyli w milczeniu. Eigerman wyznaczał nową trasę dla konwoju. Decker obserwował, jak z każdą chwilą światło słoneczne słabnie. Ashbery po chwili zadumy kartkował stronice o barwie łupiny cebuli w poszukiwaniu „Rytów Wypędzania”.
Pettine czekał na nich pięćdziesiąt jardów od wrót nekropolii, z twarzą osmaloną przez płonące wciąż samochody.
- Jak wygląda sytuacja? – chciał wiedzieć Eigerman.
Pettine obejrzał się na cmentarz.
- Nie ma tam żadnych oznak ruchu od czasu tej ucieczki. Ale słyszeliśmy ich.
- I jak? Read the rest of this entry »
Category dziwna praca, nie ma zadnego problemu |
2010
03.03
Pan jest księdzem, Ashbery. Ksiądz powinien wierzyć w Boga. Mam rację, Decker?
Doktor chrząknął. Eigerman nastawał.
- Każdy widział coś – czego nie umie wyjaśnić. Zwłaszcza lekarze, prawda? Miał pan pacjentów, którzy odzyskiwali mowę…
- Nie mogę stwierdzić, że miałem – odparł Decker.
- Czy to prawidłowe? To ściśle naukowe?
- Tak bym to ujął.
- Ująłby pan. A co by pan powiedział o Boonie? – nalegał Eigerman. – Czy jeśli ktoś jest cholernym zombie, to też jest fakt naukowy? Read the rest of this entry »
Category ludzie nic nie wiedza, posluchaj zwrotki |
2010
03.03
Eigerman był tylko raz w Midian, kiedy zabezpieczał działania ekipy z Calgary poszukującej Boone’a. To wtedy spotkał Deckera, bohatera dnia, ryzykującego życie, by wyciągnąć z kryjówki swojego pacjenta. Oczywiście nie udało mu się. Cała sprawa skończyła się doraźną egzekucją Boone’a, kiedy wyszedł. I jeśli jakikolwiek człowiek powinien upaść i umrzeć, to na pewno Boone. Eigerman nigdy nie widział tylu kuł w jednym kawałku mięsa. A Boone nie padł. A raczej – nie leżał długo. I chodził sobie, a serce mu nie biło, zaś ciało miał koloru martwej ryby.
Śmierdząca sprawa. Eigerman chciał się schować pod ziemię, kiedy o tym myślał. I nie dlatego, żeby musiał się z kimś dzielić tym faktem. Nawet nie z pasażerami na tylnym siedzeniu, księdzem i doktorem, którzy mieli własne tajemnice. Sekret Ashbery’ego znał. Ten człowiek lubił nosić damskie majtki, a Eigerman raz przyuważył ten fakt i wykorzystywał jako okoliczność łagodzącą, gdy sam potrzebował rozgrzeszenia. Read the rest of this entry »
Category dobre bity, jest wtorek wieczorem |
2010
03.03
Gdzie czekał na niego Decker – zakończyła opowieść Lori. A może rozpoczęła? – Miał cholerne szczęście, że żaden ze strzałów go nie zabił.
Uśmiech Narcyza, błąkający się na jego twarzy od czasu uwagi Lori na temat pilnowania Boone’a zniknął.
- Co masz na myśli… – powiedział – … żaden ze strzałów go nie zabił? A jak twoim zdaniem dostał się znów do Midian? Dlaczego za drugim razem otwarto przed nim grobowiec?
Lori gapiła się na niego z pustym wyrazem twarzy.
- Nie nadążam – stwierdziła szczerze. – O czym ty opowiadasz? Read the rest of this entry »
Category dobre bity, nie ma zadnego problemu |
2010
03.03
Próbowali – odrzekł. – Ale kręciłem się tam dalej, z nadzieją, że może uzyskam przebaczenie. Potem, gdy przybyli komandosi, pomyślałem sobie: cóż, to my ich tu sprowadziliśmy. Powinienem spróbować znaleźć Boone’a. Spróbować przerwać to, co zaczęliśmy.
- Słońce cię nie zabija?
- Może nie jestem jeszcze wystarczająco długo martwy, ale niezbyt je toleruję.
- Wiesz, że Boone jest w więzieniu?
- Tak, wiem. Dlatego prosiłem to dziecko, żeby mi pomogło cię znaleźć. Sądzę, że razem uda nam się go wyciągnąć. Read the rest of this entry »
Category dziwna praca, posluchaj zwrotki |
2010
03.03
Bękart, jaki uprzejmy – pomyślała.
- Wsiadaj wreszcie, zanim nas aresztują!
To nie Decker. Zdała sobie z tego sprawę w nagłym przebłysku zrozumienia: to nie Decker przemawiał z samochodu. Przestała biec, a ciało czyniło wysiłki, by złapać oddech.
Samochód też się zatrzymał.
- Wsiadaj – znów powiedział kierowca.
- Kto…? – próbowała zapytać, ale płuca zachłannie zabrały cały oddech potrzebny do wypowiedzenia paru słów. Read the rest of this entry »
Category nie ma zadnego problemu, posluchaj zwrotki |
2010
03.03
To, czego pożądała lub zazdrościła innym istotom gatunku ludzkiego, teraz wydawało się bezwartościowe. Marzenia o idealnej anatomii (twarz jak z popularnego serialu, proporcjonalne ciało) – pociągały ją obietnicami prawdziwego szczęścia. Puste obietnice. Wspaniałość ciała nie trwa wiecznie, oczy nie zawsze błyszczą. Wkrótce zapadną się w nicość.
A potwory były wieczne. Część jej zakazanego, „ja”. Jej mroczne, zmieniające się nocą „ja”. Tęskniła, by zostać jednym z potworów.
Wiele rzeczy musi jeszcze przemyśleć, nie tylko kwestię ich apetytu na ludzkie mięso, co na własne oczy widziała w Sweetgrass Inn. Ale można się nauczyć rozumienia. W zasadzie nie miała wyboru. Została porażona wiedzą, która zmieniła jej pejzaż wewnętrzny, nie do poznania. Nie było powrotu na niewinne pastwiska wieku młodzieńczego i wczesnej kobiecości. Trzeba iść naprzód. A na dziś wieczór znaczyło to – iść tą pustą ulicą, aby zobaczyć, co trzyma w zanadrzu nadchodząca noc. Read the rest of this entry »
Category dziwna praca, jest wtorek wieczorem |
2010
03.03
Dlaczego musiała się obudzić? Dlaczego musiał nastąpić powrót? Czy nie mogła po prostu się zanurzać, zanurzać coraz głębiej w nicość – tam, gdzie znalazła azyl? Ale nicość jej nie chciała. Nie chcąc, podniosła się z niej i wstąpiła w dawny świat bólu życia i śmierci.
Muchy odleciały. Przynajmniej to. Podniosła swoje nieruchawe ciało, zdezorientowana. Kiedy usiłowała wyczyścić zakurzone ubranie, usłyszała jakiś głos wołający ją po imieniu. Przez upiorną chwilę myślała, że to głos Sheryl; że muchom udało się doprowadzić ją do szaleństwa. Ale gdy usłyszała głos po raz drugi, przypisała go komu innemu: – Babette. To dziecko ją wzywało. Stając plecami do kuchni, podniosła torbę i ruszyła przez rumowisko na ulicę. Odkąd przeszła pierwszy raz przez jezdnię minęło wiele czasu. Zegarek rozbity w czasie upadku, nie mógł jej powiedzieć, jak wiele.
Na ulicy panował wciąż błogi spokój, ale żar południa dawno się skończył. Popołudnie też miało się ku końcowi. Wkrótce zapadnie zmrok. Read the rest of this entry »
Category dobre bity, ludzie nic nie wiedza |